Gdy myślimy o polityce, zwykle wyobrażamy sobie ludzi, instytucje i władzę. Tymczasem wiele decyzji politycznych dotyczy także innych form życia: zwierząt, roślin czy całych ekosystemów. Kto może żyć w mieście? Które gatunki są chronione, a które uznawane za problem?
Pojęcie biopolityki, rozwijane m.in. przez Michela Foucaulta, opisuje sposoby zarządzania życiem i populacjami. Współczesne badania pokazują jednak, że polityka życia nie dotyczy tylko ludzi. Obejmuje także zwierzęta, ekosystemy i całe środowiska, które współtworzymy.
W miastach widać to szczególnie wyraźnie. Jedne zwierzęta są mile widziane – jak psy czy ptaki w parkach. Inne traktowane są jako zagrożenie lub kłopot. Te różnice nie wynikają wyłącznie z biologii, ale także z kulturowych wyobrażeń i decyzji społecznych.
Programy sterylizacji psów i kotów mają ograniczać bezdomność zwierząt. Towarzyszą im jednak kontrowersje wokół usypiania tzw. ślepych miotów – praktyki dopuszczanej prawnie, ale budzącej pytania o to, kto i na jakiej podstawie decyduje o wartości zwierzęcego życia..
Ostatnie kontrowersje wokół dzików w Warszawie pokazują biopolitykę w praktyce. Po interwencjach służb i brutalnym uśmiercaniu stad w przestrzeni miejskiej rozgorzała debata: czy miasto zarządza „problemem”, czy żywymi zwierzętami współdzielącymi z nami przestrzeń?
Zarządzanie populacją bobrów w Polsce obejmuje monitoring, przesiedlenia, a czasem odstrzał, gdy zwierzęta niszczą infrastrukturę lub uprawy. Pokazuje to napięcie między ochroną gatunku a traktowaniem go jako elementu gospodarki środowiskiem.
Z tej perspektywy pytanie o politykę staje się pytaniem o wspólny świat. Jak organizujemy przestrzeń, w której żyją różne gatunki? Które relacje uznajemy za możliwe, a które próbujemy kontrolować? I jakie historie opowiadamy o tym współzamieszkiwaniu?